Dlaczego lekarz weterynarii, denerwuję się, gdy nazywają go „weterynarzem”?





W związku z nadchodzącym (16 sierpnia), dniem patrona lekarzy weterynarii Świętego Rocha, parę słów o naszym zawodzie.

Medycyna weterynaryjna, to nauka traktująca o chorobach zwierząt, ich leczeniu oraz profilaktyce, higienie produktów pochodzenia zwierzęcego oraz zajmująca się ochroną ludzi przed chorobami pochodzenia odzwierzęcego. Przedstawicielem, tej jednej z nauk lekarskich (pozostałe dwie to medycyna ludzka i stomatologia) jest właśnie lekarz weterynarii.

W Polsce, aby uzyskać ten tytuł, należy skończyć 5,5 letnie studia (jednostopniowe, nie ma licencjatów). Po zakończeniu studiów, osoba taka otrzymuje prawo wykonywania zawodu nadawane przez okręgową izbę lekarsko-weterynaryjną, posiadająca kwalifikacje do badania i leczenia zwierząt oraz do kontroli środków spożywczych pochodzenia zwierzęcego.

W powszechnym języku utarło się nazywać przedstawicieli tego zawodu "weterynarzami". Jednakże mało kto wie, że ta forma jest uznawana za błędną lub nawet obraźliwą, zwłaszcza w środowisku lekarsko-weterynaryjnym. Weterynarz bowiem, a więc tłumacząc z łacińskiego veterinarius oznacza nikogo innego, jak "hodowcę zwierząt". Dopiero łacińskie sformułowanie medicus veterinarius, czyli w wolnym tłumaczeniu "lekarz weterynarii" oddaje właściwe nazewnictwo przedstawicielom tego zawodu.

W zarysie historycznym wiele się mówi o lekarzach weterynarii. Między innymi już w czasach starożytnych, medicus veterinarius był żołnierzem w armii rzymskiej, który służył jako lekarz weterynarii. Jego zadaniem było dbać o wszystkie zwierzęta należące do jednostki wojskowej. Dotyczyło to zarówno kawaleryjskich koni, zwierząt pociągowych, zwierząt wykorzystywanych na ofiary, jak i zwierząt wykorzystywanych do celów spożywczych. Ponieważ mieli specjalistyczne zadania do wykonania, które wymagały szkolenia i ponadprzeciętnej inteligencji, żołnierze, którzy byli veterinarii otrzymywali „status immunis” (inaczej immunitet). Żołnierze ci, byli zwolnieni od zwykłych obowiązków, mieli zadania specjalne do wypełnienia.

Dlaczego lekarzom tego zawodu należy się szacunek?! Cóż, spójrzmy obiektywnie.

Kiedy…

– kichamy i mamy swędzenia idziemy do - Alergologa

– czeka nas zabieg opiekuje się nami - Anestezjolog

– złamiemy nogę, lub czeka nas zabieg - Chirurg

– kaszlemy i mamy problemy z oddychaniem - Pulmunolog

– mamy ogólne złe samopoczucie - Internista

– mamy zmiany skórne - Dermatologia

– podejrzewamy chorobę przenoszoną drogą płciową – Wenerolog

– mamy cukrzycę - Diabetolog

- podejrzewamy zaburzenia hormonalne - Endokrynolog

- podejrzewamy chorobę zakaźną - Epidemiolog

- mamy problemu żołądkowe - Gastroenterolog

- mamy już swój wiek i cierpimy na schorzenia z tym związane - Geriatra

- mamy problemy ze sprawami kobiecymi - Ginekolog

- mamy złe wyniki badania krwi – Hematolog

- mamy problemy z odpornością - Immunolog

- mamy problemy z sercem - Kardiolog

- mamy problemy z nerkami - Nefrolog- mamy chorego noworodka - Neonatolog

- mamy problemy ze strony układu nerwowego - Neurolog

- mamy problemy ze wzrokiem - Okulista

- mamy podejrzenie raka - Onkolog

- mamy problemy z kończynami - Ortopeda

- mamy problemy ze słuchem i gardłem - Otorynolaryngolog

- mamy problemy zdrowotne dziecka - Pediatra

- rodzimy - Położna

- problem ze zdrowiem psychicznym - Psychiatra

- potrzebujemy opieki, by wrócić do zdrowia, np. po zabiegach- Rehabilitant medyczny

- podejrzewamy reumatyzm - Reumatolog

- podejrzewamy spożycie substancji toksycznej – Toksykolog

- mamy problemy ze sprawami męskimi i ogólnie oddawaniem moczu - Urolog

– musimy zbadać np. krew – korzystamy z diagnostyki laboratoryjnej





A kiedy wszystkie te schorzenia dotyczące naszego pupila?! To gdzie, się udajemy?! No, właśnie. Można w tej chwili porównać, że lekarz weterynarii, kształcony jest we wszystkich tych kierunkach. Dodatkowo, musi się uczyć nie tylko wszystkiego co dotyczy jednego gatunku zwierząt, a kilku. Uwierzcie mi, krowa nie jest za bardzo podobna do świni, czy konia (nie mówiąc o szynszyli). Ale o tym, może innym razem.



Dodatkowo, lekarz weterynarii może się specjalizować w siedemnastu dziedzinach:


  1. Choroby przeżuwaczy,
  2. Choroby koni,
  3. Choroby trzody chlewnej,
  4. Choroby psów i kotów,
  5. Choroby drobiu oraz ptaków ozdobnych,
  6. Choroby zwierząt futerkowych,
  7. Użytkowanie i patologia zwierząt laboratoryjnych,
  8. Choroby ryb,
  9. Choroby owadów użytkowych,
  10. Choroby zwierząt nieudomowionych,
  11. Rozród zwierząt,
  12. Chirurgia weterynaryjna,
  13. Radiologia weterynaryjna,
  14. Prewencja weterynaryjna i higiena pasz,
  15. Higiena zwierząt rzeźnych i żywności pochodzenia zwierzęcego,
  16. Weterynaryjna diagnostyka laboratoryjna,
  17. Epizootiologia i administracja weterynaryjna.

Nie wspominałam tu jeszcze o lekarzach weterynarii zajmujących się bezpieczeństwem żywności, ale to inna bajka.


Dlatego skoro ten człowiek musi pochłonąć tyle wiedzy i oczekujemy od niego tej wiedzy i profesjonalizmu, myślę że należy mu się odrobinę szacunku. Dlatego, następnym razem, kiedy będziecie mieli kontakt z „weterynarzem”, nazwijcie go lekarzem.


Pozdrawiam P.


Jeśli zainteresował Cię ten wpis, to możesz zajrzeć również do tych:



ZAWSZE JEŚLI CHODZI O ŻYWNOŚĆ MÓWIĄ O SANEPIDZIE, A TAK NAPRAWDĘ...



ANTYBIOTYKI W MIĘSIE, CZY WIESZ, ŻE...?!




Źródła wiedzy:


*Wiedza własna
*Historia weterynarii i deontologii – Janeczek M., Chrószcz A., Ożóg T.
*Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej z dnia 28 listopada 1994 r. w sprawie trybu i szczegółowych zasad uzyskania tytułu specjalisty przez lekarza weterynarii (Dz.U. 1994 nr 131 poz. 667)  

53 komentarze:

  1. Spoko, ale dla większość jednak ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że poprawnie powinno się każdego lekarza weterynarii właśnie w ten sposób mianować i dla mnie nic w tym złego, bo ludzie nie mają w zamiarze nikogo obrazić i nie szanować...
    Także obrażanie się za używanie słowa "weterynarz" to dla mnie bucowatość i nic poza tym.
    Pozdrawia studentka V roku :)
    PS. Aby zostać lekarzem też należy przejść przez wszystkie dziedziny wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i brawa dla studentki V roku za to, że nie dała sobie na studiach wkręcić, że powinna się za to obrażać. Pozdrawiam, od trzech lat pani weterynarz ;)
      (osobiście denerwuje mnie tylko feministyczne "weterynarka").

      Usuń
    2. Po pierwsze dziękuje za komentarze. Po drugie, generalnie nie chodzi mi o to, że każdy wchodzący klient z pacjentem ma się do nas zwracać "szanowny/a lekarzu weterynarii", bez przesady. Chodziło mi generalnie o to, że jednak nasz zawód w środowisku jest trochę traktowany po macoszemu. I ten post służy właśnie uświadomieniu ludziom, co trzeba zrobić żeby ten tytuł uzyskać. A jeśli chodzi o bucowatość, to faktycznie czasami tytułowanie zwłaszcza lekarz, lekarza w moich oczach za takie uchodzi. Jednakże w momencie styczności z ludźmi, którzy nie widzą różnicy między lekarzem, a technikiem po 2 latach "technikum", i traktowanie ich w ten sam sposób, nazywanie ich per Ty lub weteryniarzem w trakcie wizyty lub dyskusji uważam za nie fajny i na takie się nie zgadzam. Pozdrawiam

      Usuń
    3. No ale niestety zawsze sie trafi jakis cham, do lekarzy ludzkich tez tacy chodza. U weta to przynajmneij najwazniejszy jest kto inny - pacjent ;)
      A znajoma chodzi do lekarki (ludzkiej) mowiacej do pacjentow: Niech usiadzie. Jak sie czuje? - to dopiero komedia :P

      Usuń
    4. Szanowna Koleżanko z V roku
      Uwierz mi, że nigdy się nie obrażam, jeżeli ktoś się mnie zapyta czy jestem weterynarzem, jeśli robi to używając języka potocznego (chociaż mierzi mnie to określenie). Obrażam się, kiedy tego zwrotu używają buce (bo inaczej tego nie nazwę), w kontekście "jesteś TYLKO weterynarzem, gówno wiesz, rób to co ja ci każę, bo ja mam zwierzę i się znam". Naprawdę jest różnica, którą czuć! Wyrobisz w sobie z czasem opinię, kto Cię szanuje, a dla kogo jesteś tylko ciemną masą (bo co to za problem, daj pan jakiś zastrzyk, przecież to tylko pies).
      O właśnie, szanowna Autorko bloga. Chyba pora na wpis i refleksję, opinia z perspektywy weta i wizyt (daj pan coś, co się pan mądrzysz, zrób coś na odwal się), a potem jesteś pan konował bo ten zastrzyk nie podziałał (a inny wet 20 lat temu zrobił jakiś zastrzyk i podziałało). No, ale jak klienci nie chcą diagnozy, a jakiś lek...
      Pozdrawia
      Lekarz Weterynarii od 7 lat praktykujący :)

      Usuń
  2. Skończysz te studia. Popracujesz trochę i zmieni się optyka. Gwarantuje, że przestanie to być dla Ciebie "bucowatoscią"

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiadomo, że ludzie przeważnie nie używają tego określenia po to, by zrobić nam na złość. Ja jednak uważam, że poszerzanie świadomości, a co za tym idzie - wzrastający szacunek do naszego wykształcenia i ciężkiej pracy. Dlatego nie powinniśmy bagatelizować tych kwestii, bo jednak pracujemy na ten tytuł przez wiele lat. Chodzi o to, żeby się szanować, a takie zaniedbania nie dotyczą tylko przymykania oka na nazywanie nas weterynarzami. Pozdrawia studentka V roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to w tym poście mi chodziło. Dziękuje za komentarz :)

      Usuń
  4. No właśnie: alergolog, anestezjolog, chirurg, a nie lekarz alergolog, lekarz anestezjolog i nie lekarz chirurg. Dlatego weterynarz, albo po prostu lekarz, lub np. dermatolog, a nie lekarz weterynarii.
    Język mówiony ma swoje prawa. Nie mówisz chyba że musisz naładować telefon komórkowy, tylko telefon, lub komórkę. Masz mikrofalę, zamiast kuchenki mikrofalowej. A idziesz do weta, gina czy internisty. W zasadzie jedynie przy lekarzy medycyny pracy przyjęło się używać pełną formę, ale trudno ją skrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jest, jak widać sprawa indywidualna. Nigdy nie chodziłam do gina czy stoma.. czy jakkolwiek inaczej. Fakt, często nie używam lekarz ginekolog, tylko sam ginekolog. Nawet tak opisałam te profesje w tym poście. Jednakże będąc już w gabinecie nie rzucam hasła "Ej Panie, niech mnie pan zbada...", tylko mówię "doktorze". I na koniec pytam "ile się należy" (jeśli jest to praktyka prywatna, a weterynaryjna taka jest), a nie pytam dlaczego mam płacić skoro on się kształcił by pomagać "z miłości". W tym poście nie tylko o nazewnictwo chodziło. Chodziło o zwrócenie uwagi na szacunek do lekarza weterynarii. Mam nadzieję, że dobrze mnie zrozumiesz, bo nie mam nic złego na myśli. Pozdrawiam i bardzo dziękuję, za komentarz.

      Usuń
  5. Zgadzam się z Panią całkowicie. Powinno się dążyć do tego aby w społeczeństwie wyrobił się nawyk mówienia lekarz weterynarii zamiast weterynarz, jest to forma niepoprawna. Każdy lekarz zasługuje na szacunek czy to jest lekarz medycyny czy lekarz weterynarii czy też lekarz stomatologii
    Pozdrawiam
    Studentka prawie 3 roku medycyny weterynaryjnej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chodzi o to, aby dbać o prestiż zawodu lekarza weterynarii. Nie wiem czy zauważyliście, że lekarzy medycyny ogólnie darzy się szacunkiem i nie wdaje się z nimi w dyskusje o kosztach wizyty i jak powie 200 zeta za osłuchanie i receptę to każdy kasę wykłada. A 'weteryniarz' musi się nasłuchać jak zarząda 30 zeta za odrobaczenie. Wiedza kosztuje, a wielu ludzi nie myśli o tym, że mając do czynienia z 'weteryniarzem' ma do czynienia z lekarzem. Przez nazywanie lekarza weterynarii 'weteryniarzem' nie jesteśmy postrzegani jako ludzie z wykształceniem medycznym po prestiżowych studiach. A lekarze weterynarii którym nie zależy na dbaniu o prestiż i szacunek do swojego zawodu, skoro nie mają nic przeciwko byciu nazywanym a tym samym postrzeganym przez opinię publiczną jako po prostu 'weteryniarz'? Szkoda słów. Jak my nie będziemy się szanować jako grupa zawodowa to inni szanować nas też nie będą. Właśnie z braku szacunku do naszego zawodu i wykształcenia biorą się nasze niskie zarobki w porównianiu do zarobków lekarzy weterynarii na zachodzie. Tam klient z lekarzem weterynarii w lecznicy nie dyskutuje, tylko zostawia zwierzaka i godzi się na wykonywanie takich procedur medycznych, jakie lekarz uzna za stosowne, a nie jakie zażyczy sobie właściciel. Bo tam lekarza weterynarii się szanuje jako człowieka kompetentnego do podejmowania decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, serio ludzie "targują się" z kosztem wizyty ze zwierzakiem??? Dla mnie jest to nie do pomyślenia. Mamy myszoskoczki, jeden z nich jak się okazało na wizycie, zachorował na zapalenie ucha środkowego, musieliśmy znaleźć lekarza, który specjalizuje się w chorobach gryzoni, co dwa tygodnie jeździliśmy z nim 40km w jedną stronę i byliśmy przygotowani na to, że leczenie będzie długie i drogie. Prędzej bym się spaliła ze wstydu niż wypraszać 10 zł zniżki... :( Smutne to trochę.

      Usuń
    2. Anonimowy, zgadzam się w zupełności!!! Poza tym, to uwaga do chyba, do właścicielki bloga, w gabinecie ludzie powinni zwracać się do nas "Pani / Panie Doktor /Doktorze", a nie lekarzu weterynarii. Dosłownie osłabić się można, jak ludzie piszą na wszelkiego rodzaju portalach dotyczących naszych pacjentów, że np.p.lekarz weterynarii zrobiła to lub tamto, zamiast prawidłowo napisać, że p. dr zrobiła to i owo mojemu Maksowi, czy mojej Skoczce. W końcu na dyplomie mamy tytuł lekarza. A tak a propos, jak byłam w ciąży i będąc przyjmowana w izbie przyjęć lekarka pytając mnie kim jestem z zawodu wpisała: weterynarz! Poza tym, na obchodzi profesora, nomen omen, nieziemskiego buca!!!, usłyszałam, że pani jest weterynarzem, na co ja grzecznie odpowiedziałam, że absolutnie nie!:"Podobnie, jak pan, jestem LEKARZEM!!! PAN JEST LEKARZEM MEDYCYNY, JA WETERYNARII, JEDNAK OBYDWOJE MAMY TYTUŁ LEKARZA. WIĘC PROSZĘ NIE OBRAŻAĆ MNIE I CAŁY MÓJ ZAWODOWY KOLEKTYW, BO JEST I KRZYWDZĄCE, I NIESPRAWIEDLIWE!" Szczerze zamknął się i na szczęście przy kolejnych obchodach miałam spokój. Ciekawe dlaczego medyka społeczeństwo traktuje, jak półboga, a lekarza weterynarii, jak niedouczonego weta!
      Pozdrawiam serdecznie
      LEKARZ WETERYNARII (PRAKTYKUJĄCA 17 LAT)

      Usuń
    3. Magdalena, z tym "jak ludzie piszą na wszelkiego rodzaju portalach dotyczących naszych pacjentów, że np.p.lekarz weterynarii zrobiła to lub tamto, zamiast prawidłowo napisać, że p. dr zrobiła to i owo mojemu Maksowi" się nie do końca zgodzę, ponieważ jednak jesteśmy lekarzami, a nie doktorami nauk. Dlatego w piśmiennictwie ważne jest zachowanie tytułu lekarza weterynarii, zamiast weterynarza. Z resztą całkowicie się zgadzam :)

      Usuń
  7. Dzień dobry!
    Po wakacjach idę do drugiej klasy technikum weterynaryjnego. Trwa ono 4 lata. Strasznie denerwuje mnie jak sąsiadki czy też ktoś z rodziny a nawet i czasem obca osoba nazwie mnie weterynarzem. Bo po 1 roku technikum weterynaryjnego to ja jestem nawet nie 1 kręgiem w kręgosłupie psa. Po ukończeniu technikum mam zamiar iść z tą "minimalną wiedzą" na studia przynajmniej mam jakakolwiek wiedzę. Chciałabym napisać, że dla mnie każdy lekarz weterynarii posiada własny taki kręgosłup... Za ilości kręgów na nim odpowiada wszystko... Znam osobiście paru lekarzy weterynarii co posiadają wszystkie kręgi co przes to rozumie. Zamiłowanie do zwierząt, chęć im pomocy(a nie praca tylko dla pieniędzy) skończone studia weterynaryjny, kolejne kursy, szkolenia, ogromna wiedza, łatwy język(co przez to rozumiem? Lekarz weterynarii powinien w łatwy sposób wytłumaczyć swojemu klijentowi w jaki sposób przebiega choroba u pupila co się z nim będzie działo np. podczas eutanazji). Co mam zrobić, by ludzie po 1 roku technikum weterynaryjnego nie nazywali mnie "weterynarzem"? Wykład na ten temat nie przyniósł skutków. ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do wymieniania specjalizacji medycznych i komentarza, że "lekarz weterynarii jest kształcony we wszystkich tych kierunkach" - lekarz medycyny również jest kształcony i zapoznawany z wiedzą z tych wszystkich dziedzin, wybrana specjalizacja to jedynie działka w obrębie której będzie szczególnie pogłebiał wiedzę i skupiał swoje wysiłki w pracy zawodowej. Każdy lekarz ma wiedzę w każdej z tych dziedzin. Co do nauki chorób i anatomii wielu zwierząt, to nie jestem w stanie porównać, bo nie wiem w jakim zakresie i jak szczegółowo poznaje się poszczególne gatunki na studiach. I myślę, że podobnie wygląda to w drugą stronę, bo rzadko ktoś studiujący weterynarię poznaje od środka i na własnej skórze studiowanie medycyny "ludzkiej".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam dyskutować na temat wyższości jednych studiów nad drugimi, bo nie o tym dyskusja. Dziękuje za komentarz :)

      Usuń
  9. W języku potocznym mówi się weterynarz. Idę do weterynarza, weterynarz zrobił to i to, weterynarz zaaplikował to i to. Nie spotkałam się aby w gabinecie ktoś mówił do lekarza weterynarii per :panie weterynarzu itp. Zawsze klienci mówią panie doktorze . Więc nie do końca rozumiem o co chodzi. O to żeby w rozmowie potocznej zwykły Kowalski mówił :Idę do lekarza weterynarii? Język rządzi się swoimi prawami i nie wymusimy na społeczeństwie aby w ten sposób się wyrażał na co dzień. Zresztą, sama Pani powyżej napisała ginekolog, anestezjolog a nie lekarz stomatologii itp.
    Co do techników weterynarii. Nie podoba mi się lekceważący stosunek części kolegów lekarzy weterynarii do tej grupy zawodowej (bo skończyli 2-letnie technikum) , bez której tak na prawdę nasz zawód byłby o wiele cięższy niż jest.Technicy weterynarii z którymi ja miałam do czynienia to w 90% ludzie po innych pokrewnych studiach wyższych, niekiedy z doktoratami. Nie ukrywajmy, że to ich umiejętności techniczne, a niekiedy i wiedza (znam wielu techników których wiedza jest o wiele głębsza niż niejednego lekarza weterynarii)pozwalają nam prowadzić swoja praktykę zawodową. Wymagając szacunku dla nas i naszego zawodu, pamiętajmy o tym szacunku dla innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani Doktor, domyślam się, że jest Pani lekarzem, skoro "nasz zawód byłby o wiele cięższy niż jest". Gratuluję otoczenia. Osobiście znam wielu lekarzy weterynarii, którzy pracują i radzą sobie bez techników weterynarii. Dodatkowo znam wielu techników, których wiedza pozostawia wiele do życzenia. A jeśli ma pani w swoim otoczeniu techników po doktoratach, to tylko pozazdrościć :))) Pozdrawiam

      Usuń
  10. Już lepsze "weterynarz" od "weteryniorz"

    OdpowiedzUsuń
  11. ja osobiście w hierarchii lekarzy stawiam lekarza weterynarii o pieter wyzej niz swoich ludzkich konowalow (sorki ale takie mam doswiadczenia). jestem po przeszczepie watroby i moja pani doc dr nauk med kiedys zadala mi pytanie " czy pani leczy sie gdzies jeszcze oprocz mnie", a ja bez mrugniecia okiem " tak -u weterynarza". bo to prawda jak mam problem to biore moje kotely i siebie i ide na wizyte do mojego nadwornego lekarza wetrynarii. mamdla was jako ludzi i lekarzy niesamowity szacunek. powodzenia w pracy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak rozmawiam z gabinecie zawsze mówię lekarz. I prawdę mówiąc bardzo żałuję że sama nie mogę się u takiego lekarza leczyć. Lek med powinni się od nich uczyć podejścia do pacjenta. Gdy pies się denerwuje na stole to lekarz siada na podłodze i go bada. Pokażcie mi lekarza ludzkiego który tak się poświęci. Poza tym znam wielu dobrych wet. specjalizujących się w przeróżnych dziedzinach a jakoś na dobrych ludzkich lekarzy ciężko trafić a jeszcze wyczekać swoje w kolejce wielo miesięcznej to inna sprawa, można też zapłacić ale koszta są ogromne. Dlatego szkoda ze nie da się leczyć siebie u lekarza weterynarii.

      Usuń
    2. Dziękuje za komentarze :)

      Usuń
  12. Czuję ostry ból dupy. Osobiście mam WETERYNARZA w rodzinie jak i kilku znajomych wykonujących ten zawód. Ale żaden nie ma o nazewnictwo problemu. Ot utarło się w społeczeństwie, że lekarza weterynarii nazywa się weterynarzem i raczej bym to uznał za skrót myślowy niż za brak szacunku. Oczywiście będąc na wizycie, pasuje mówić poprawnie, per lekarz lub doktor. Osobiście mam większy szacunek do lekarzy od zwierzątek niż od ludzi, bo wiem i zdaje sobie sprawę ile wiedzy musi przyjąć w porównaniu do kolegów ludzi. Co do opłat. No cóż kwestia sporna. Czasem ceny to przesada bo za diagnozę (bez badań wymazów itp) potrafią z człowieka skórę zedrzeć. Ja wiem, za wiedzę się płaci. Tak samo jest I w moim zawodzie. Ale będąc doktorem of komputerów nie obliguje mnie to do zdzierania z ludzi skóry za bzdurne usterki które idzie naprawić w pół godziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie nie! , panie lekarzu, tylko pani doktor , panie doktorze. Jak to brzmi!!! Idź do "ludzkiego"lekarza i powiedz:panie lekarzu, pani lekarz! Ciekawa jestem reakcji! I do nas, i do lek. med. społeczeństwo zawsze powinno mówic : per dr

      Usuń
    2. Znowu ból dupizm. Utarło się w społeczeństwie, żeby łechtać ludzkie ego bezpodstawnie. Tak samo jak nazywanie nauczycieli (nie raz tylko po licencjacie) w szkołach średnich profesorami. Chyba zacznę od klientów wymagać, by tytułowano mnie panie inżynierze jak przychodzą do mnie z padniętym kompem, a nie sie przy ladzie pytają czy (pan) serwisant jest xDDDDDDDDDDD

      Usuń
    3. no_future właściwie zgadzamy się heh. Jednak różnica leży między nami taka, że Pan inżynier jak jest w serwisie to nikt o tym nie wie, bo teoretycznie przyjąć sprzęt może każdy, a w gabinecie pacjenta może przyjąć tylko lekarz. Ale to tylko szczegół taki :) poza tym jeśli ktoś mówi "weterynarz" w sposób nie budzący zastrzeżeń tzn. nie z pogardą lub lekceważeniem, to też nikt afery nie robi. Pozdrawiam

      Usuń
  13. Witam, też nie ma problemu jak moi klienci mają w komórce zapisana mnie pod WETERYNARZ:) ale razi mnie gdy dzienikarze w gazetach, radiu, TV mówią weterynarz:(raz nawet do radia TOK FM pisał w tej sprawie:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, brak prawidłowego tytułu w piśmiennictwie wygląda strasznie.

      Usuń
  14. Dzień dobry. Jestem lekarzem weterynarii i też razi mnie używanie określenia "weterynarz" w języku oficjalnym, ale nie mam problemu z tym określeniem używanym skrótowo/potocznie. Tak Jestem na przykład w stanie przeboleć mówioną formę "mam TĄ książkę" ale na piśmie już bardzo mnie to drażni. Tak samo jak powinno się moim zdaniem zwracać uwagę na ortografię i gramatykę słowa pisanego i napisać "niefajny" a nie "nie fajny" (jedna z odpowiedzi autorki blogu (tak, blogu, a nie bloga!) na komentarz ;). Natomiast nie mogę zrozumieć jednego: dlaczego słowo oznaczające hodowcę zwierząt ma być dla nas obraźliwe? Może być nieadekwatne, nieprawdziwe, ale obraźliwe? Takie podchodzenie do sprawy chyba świadczy o naszym szacunku do innych ludzi a nie odwrotnie...to tak jakby internista poczuł się obrażony błędnym nazwaniem go endokrynologiem. Pozdrawiam lekarzy weterynarii, techników weterynarii, hodowców zwierząt i wszystkich innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o tę kwestię, mówimy najzwyczajniej w świecie o językowym puryźmie.

      Usuń
    2. Anonimowy, jeśli chodzi o "niefajny" to zgadzam się, mój błąd, gdyż czasami word podkreśla i człowiek bez sensu poprawia, bo "na czerwono". Nawet nie zmienię tego w treści, żeby Twój komentarz nie stracił sensu. A jeśli chodzi o słowo oznaczające hodowcę zwierząt, to niestety z mojego punktu widzenia jest różnica między hodowcą zwierząt, a lekarzem weterynarii. Hodowcą może być każdy, lekarzem z tego co mi wiadomo, nie. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Kto nie może zostać lekarzem weterynarii?

      Usuń
  15. Przecież liczy się to jakie dane słowo ma znaczenie obecnie. Jeśli ktoś mnie nazwie "kutasem" to nie pomyślę sobie 'kurczę, wyglądam jak element ozdobny stroju polskiego szlachcica z XVII w.' tylko będę raczej podejrzewał że komuś chodziło o obecne znaczenie. To samo z weterynarzem, szczerze mówiąc nawet nie wiedziałem jakie znaczenie miało to słowo, miło się czegoś dowiedzieć. Zawsze myślałem że to taki skrót myślowy, jak z lekarzem dentystą i dentystą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ludzie ja rozumiem, ale chyba macie jakieś kompleksy jak jestem fotografem to nie płaczę że nie nazywają mnie magistrem sztuki. Moja mama jest pulmonologiem a ojciec dermatologiem i jakoś żadne się nie obraża jak ktoś powie "idę do pulmonologa" zamiast "idę do lekarza medycyny" ciekawe kto przychodząc do apteki mówi "dzień dobry Pani magister farmacji" hahaha ludzie no nie srajmy wyżej niż dupy mamy :D moim zdaniem ktoś, kto jest pewien siebie i swoich umiejętności nie musi nikomu tego na siłę udowadniać, wierz mi ludzie będą mieć w dupie Twój dyplom jeśli będziesz nadętą lekarz weterynarii - i tak zapewne nadal będą Cie kojarzyć z grzebaniem krowie w dupie, no sorry, każdy zawód ma jakieś stereotypy i na samym końcu nikogo nie obchodzi jak dobrze ściągałaś na studiach ani ile przeczytałaś książek i ile masz żalu pod skórą że wylewasz go w sieci,
    pozdrawiam
    ja - magister sztuki (żeby była jasność - nie jakiś tam internetowy Ziutek)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako lekarz weterynarii zgodzę się z panem magistrem :) lepiej być otwartym, miłym a do tego profesjonalnym weteryniorzem niż nadętym lekarzem weterynarii.

      Usuń
    2. Szanowny Panie Magistrze Sztuki, osobiście wydaje mi się, że w tym komentarzu celował Pan w moje poczucie własnej wartości. Muszę Pana jednak rozczarować. Nie mam żadnego żalu pod skórą, gdyż mnie ten problem bezpośrednio nie dotyczy. Nie jestem lekarzem przyjmującym w gabinecie, ani w terenie. Jednakże o tym dowiedział by się Pan, przeglądając blog, a nie oceniając mnie po jednym wpisie. W poście tym przedstawiłam problem właśnie stereotypu, o którym Pan napisał. Szczerze, grzebanie w odbycie bydła, czyli badanie per rectum, to naprawdę procent zadań, którymi obecnie zajmuje się lekarz weterynarii. Co do porównania z Pana wykształceniem to sorry, ale w tych czasach fotografem może być każdy, na szczęście lekarzem weterynarii, nie. A jeśli chodzi o Pana rodziców, to ... nawet nie wiem jak to skomentować. Naprawdę mam wątpliwości co do tego, czy Pana rodzice słysząc pacjentów traktujących w trakcie wizyty "per Ty" lub z wyczuwalną pogardą w głosie, nie poczuli by się urażeni. Tyle z mojej strony. Mimo wszystko, dziękuję za komentarz.

      Usuń
  17. O moich paniach doktorkach zwykle mówię "wetki". Szanuje je bardzo i podziwiam i jestem niezwykle wdzieczna za to, że są otwarte, cierpliwe i maja podejście do zwierzaków. Nie raz im mówiłam, że chcialabym, żeby mnie leczyły, bo żaden ludzki lekarz sie tak nie "pochyla" nade mną, jak one nad moimi kotami.
    Co do specjalistow to nie do końca tak, jak napisałaś. Jednak jak mam kota z nowotowrem to idę do onkologa, jak jest kłopot z oczami, to do okulisty, jak operacja, to robi ją chirurg. Oczywiście tam, gdzie jest dostępny jeden wet, to on nie ma wyjscia...
    Trudny zawód, jak by go nie nazywać na pewno nalezy mu sie wielki szacunek!


    O ile nie jest partaczem, który na każdą chorobe reaguje: dajmy "steryd i antybiotyk, może cos zadziała" albo "koty tak maja" - tekst od partacza, ktory by mi sterydami wykonczyl kotke chora na nerki, bo mu badania do glowy nie przyszly, a ja sie nie znalam, bo to byl moj pierwszy kot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dzień dzisiejszy z tymi specjalistami jest dokładnie tak jak napisałam. Specjaliści w specjalistycznych klinikach są póki co w mniejszości. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Co do partaczy, to z nimi mamy do czynienia w każdym zawodzie. Pozdrawiam i dziękuje za komentarz :)

      Usuń
  18. Skoro słowo "veterinarius" oznacza hodowcę zwierząt, a 99,9 procent społeczeństwa używając tego słowa nie ma na myśli hodowcy zwierząt, to myślę, że nie należy obrażać się, gdy ktoś używa słowa weterynarz. Mam też problem z faktem, że na przestrzeni lat sprawdzałem słowo "veterinarius" w kilku słownikach głównie łacińsko-angielskich i wszędzie tłumaczą ten wyraz jako lekarz weterynarii, weterynarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowo "kutas" też kiedyś oznaczało co innego. Język ewoluuje, ale niektórzy mają zbyt wysokie ego i mniemanie o sobie

      Usuń
    2. Poza tym sam prof. Miodek wypowiedział się w jednej z książek Pana Gibasiewicza, że forma lekarz weterynarii wydaje mu się błędna, bo oznacza lekarza leczącego weterynarię.

      Usuń
  19. Pani Mom Vet. Radzę sobie wyrabiać szacunek swoich klientów inaczej niż poprzez narzucanie im określonej terminologii. Do mnie przez 10 laty praktyki wszyscy mówią panie doktorze i tylko raz pewna starsza pani zwróciła się panie weterynarzu, co oczywiście nie było obraźliwe tylko trochę pocieszne. Proszę podać tytuł i wydawnictwo słownika w którym "veterinaius" tłumaczy się jako hodowca zwierząt. I dlaczego słowo "veteriarius" traktuje Pani jako synonim słowa weterynarz, skoro z Pani wiedzy wynika, że nie oznacza to przedstawiciela zawodu określanego potocznie jako "weterynarz".

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Widzę, że jest Pani bardzo agresywna w stosunku do osób komentujących inaczej dlatego broniąc dobrego imienia lekarzy weterynarii zmuszony jestem napisać, że przyczynia się Pani do faktu, że słowo weterynarz nikomu nie kojarzy się z hodowcą zwierząt ani lekarzem, ale z bucem cierpiącym na tzw. wspomniany wcześniej "ból dupy".

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Mom Vet , Blogger