Pierwsze 66 dni macierzyństwa...

W sumie cóż. Urodziłam. Pikuś. Nic sie nie zmieniło. Przybył tylko jeden dodatkowy członek rodziny. Ha ha
ha jasne. Nie ma się co oszukiwać. Wszystko się zmieniło i jest inaczej niż sobie wyobrażałam. Generalnie nie robię nic, oprócz zajmowania się Polcią. No i można by pomysleć (ja bym tak wcześniej pomyślała) jak sie zajmować skoro to niemowlę tylko je, śpi i czasami tak poprostu leży. A jednak. Zajmuję się non stop, ponieważ moja córeczka śpi co godzinę-półtorej przez godzinę. Gdy nie śpi, jest aktywna. Trzeba do niej pogadać, pouśmiechać się i podotykać. Szybko się nudzi, więc potem ponosić. Spać moje dziecko lubi, ale zasypiać już nie. Więc generalnie śpi na mnie bo ją usypiam i odłożyć się nie da. Dodatkowo są te upały, które wykańczają nas obie. Tak więc chwil dla siebie nie mam nic.
Posta napisać też się nie da, bo do komputera potrzebne dwie ręce, a moja córcia potrzebuje obu. Na szczęście są komórki. I tak wiem, rozpieszczam to
Moje dziecię. Ale wolę wierzyć w teorię, że do 3 miesiąca, dziecko jest "płodem" czwartego trymestru i nie da się go rozpieścić, bo nie łączy jeszcze ze sobą faktów za bardzo. Postanowienie. Od 3. miesiąca zajmę się sobą, żeby dziecka za bardzo od siebie nie uzależnić. Choć z drugiej strony tak egoistycznie myśląc chciałabym, żebym była dla niej najważniejsza, jedyna. Ech. Zdrowy rozsądku. Po roku pójdę do pracy, a malutka do żłobka, więc muszę doprowadzić do tego żebyśmy miały jak najmniejszy stres separacyjny. Mętlik w głowie. Ale chyba nie jestem jedyna ?!?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Mom Vet , Blogger