Jak pech to pech!






Zdarza się w życiu tak, że otwierasz oczy rano i już wiesz. Czujesz w kościach, że ten dzień nie będzie należał do najlepszych. Ja na przykład niestety mam takie dni, kiedy wiem, że nie będę w najlepszym nastroju, że wszystko będzie mnie irytowało, że żebym nie wiem co robiła, i nie wiem jak Mój się starał, nic z tego nie będzie.
Dzisiaj mam taki dzień. Otworzyłam oczy i się zaczęło...
 
Wchodząc do kuchni zobaczyłam, że wszystkie naczynia po wczorajszej kolacji Mojego, są rozstawione po całej kuchni. Jakieś resztki, okruchy (ciśnienie poszło mi w górę). Zaglądam przez okno, no i co?! Zapomniał wystawić kosza na śmieci. Noooo nieźle. Ciśnienie jeszcze wyżej, ale cóż stary tekst: „umiesz liczyć, licz na siebie”, ubrałam kurtałę i hej wystawić śmieci. Nie ma się co negatywnie nastawiać. 

Wracając do łóżka, bo wszystko to miało miejsce przed 6 rano, słyszę telefon. Mój miał stłuczkę! No rewelacja! Został nam jeden sprawny samochód, który właśnie dzisiaj został walnięty i już nie jest do końca sprawny. Myślę sobie, ok, zdarza się, wyklepie się. W końcu to tylko auto. Na szczęście nie wina Mojego, więc spokojnie będzie kasa z ubezpieczenia, nie ma tragedii. 

Po takim poranku, pomyślałam, że jak się prześpię, będzie lepiej. Ale cóż to, po drzemce weszłam do kuchni, otwieram zmywarkę, żeby zapakować ten bałagan, a ona pełna! Noż ja jego! Dlaczego, przy pełnym domu (w ten weekend było nas pięcioro, bo mama w odwiedziny wpadła), nikt, ale to nikt nie zauważył pełnej zmywarki?! Przecież wystarczyło wrzucić tabletkę, program i Hej! Czemu się czepiam szczegółu?! A dlatego, że mamy taryfę w energetyce, więc wczoraj można było cały dzień wszystko włączać, a dzisiaj do 6:00 rano, potem 13:00 - 15:00, a dopiero później po 22:00. Więc jak mam sprzątać skoro wszystkie gary muszą czekać na spakowanie po praniu wczorajszych brudów?!
Na szczęście przyjechał kurier i przywiózł zamówioną do kołyski pościel dla małej Poli. Wyciągam. Śliczna. Taka, jak na zdjęciu (pokaże w którymś, z postów). Na co wpada moja babcia, z tekstem „Ładna. Jednak ten szary kolor, to w ogóle mi się nie podoba”. No do jasnej ciasnej (chciałoby się mocniej powiedzieć), mnie się ma podobać!
Tak, więc mimo moich szczerych chęci, dopołudniowa część mojego dnia nie należy do udanych, jest wręcz okropnie. Liczę, z każdą minutą, że będzie lepiej. Staram się nastawić pozytywnie. Tylko, jak to zrobić?!?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Mom Vet , Blogger